poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Czas słów



        Czas słów

Szmer słów
zrosił artefakt opatrzności.
Pochłonięta nim myśl
sączyła preludium trwania.
Kruchtę doczesności
spowiła spowiedź mizerna.
Szmer słów.
Różaniec.
Różaniec słów
przystroił wotum oblicza.
Zgłębiony nim dotyk
zadrżał pastelom wieczności.
Sklepienie wiary
tchnęło alegorią powstania.
Szmer słów.
Różaniec słów.
Czas.
Czas słów
przemierza liturgię życia.
Pochłonięte nim wartości, rodzaje
przędzą całun istoty.
Suma przymierza
nastraja, prosi,
wybacza, wybawia.
Szmer słów.
Różaniec słów.
Czas słów.
, czas.












wtorek, 16 maja 2017

Zapraszam do relaksu..

video

Dlaczego wiara?

Dlaczego wiara?


Dlaczego wiara?
Dlaczego pokuta i chwała?
Dlaczego cień sensu istnienia mojego?
A przecież znaczę w niej
Drobinę doskonałości, mierności, ciszy
A ... kryształ jaźni szlifuje diament sacrum,
A ... ulotność moja więdnie w hebanowym czasie.

Jaka nić
Przenika , przechodzi, przewleka
To, po czym, z czym, dlaczego przechodzę.
Początek jej znam
Środek kręci głową,
Koniec, konfiguruje myśl, nadsłuchuje echa.

Trop z galaktyki drga,
Gdy wiercę głaz pierwiastka duchowego.
Tworzę meandry,
Skupiam szlachetność, prymitywizm, zdziwienie,
Czekam przyjaźni, żurawi, korowodu.

Dostrzegam cień sensu istnienia mojego!
Dostrzegam pokutę i chwałę!
Dostrzegam wiarę!
A tylko ogród przez ogród liter
Czerpię pastele myśli nie pozbieranych.
A ... zgrzytam i stygnę przy drzwiach serca
A ...  transcendentalny krok dudni w dniach życia

sobota, 13 maja 2017

"Gdziekolwiek..."

Przedstawiam moją wersję  piosenki zatytułowanej "Gdziekolwiek" z repertuaru Marka Grechuty.Słowa Jan Zych. Muzyka Marek Grechuta .








czwartek, 11 maja 2017

Bór o świcie zimą

Bór o świcie zimą


Pacierz świtu
wzbił się w mroźne powietrze,
z wystrojonego w ponowę boru.
Jego pastelowe wersety
muskały igły sosny świerku,
kosmyki gałęzi.
W zanurzonym ciemnością poszyciu
trzaskała wataha dzików,
przemierzała chmara jeleni.

Dnieje unoszone śnieżnym powiewem
powoli w majestacie brzasku
nasycało korony drzew jutrzenkami barw
Trzęsły się na nich
przystrojone przez nocny mróz
filigranowe kryształki lodu.
Wśród konarów
przyozdobionych białym puchem
tuliły się do siebie
zahukane sowy.

Z zimowej jasności wyłaniały się
udekorowane śnieżnym pudrem
pnie drzew.
Między nimi kluczyły ślady lisa,
przebiegały susy zająca.
Na gałęziach wabiły się sikorki.
Pukanie za jedzeniem dzięcioła
przeszywało ciszę.

Bór wtopił się w dzień.
Brzmienie jego strun
z darów przyrody
zaszczyci z wdzięcznością
mój krajobraz.